Twoje dziecko nie jest „lewopółkulowe" ani „prawopółkulowe"
Jeśli kiedykolwiek usłyszałaś, że Twoje dziecko jest „umysłem ścisłym” albo „duszą artystyczną”, bo dominuje u niego jedna półkula mózgu — mamy dobrą wiadomość. To nieprawda. A prawda jest znacznie ciekawsza i dużo bardziej pełna nadziei.
Mit „prawej i lewej półkuli” należy do najbardziej rozpowszechnionych i jednocześnie najbardziej mylących przekonań o ludzkim mózgu. Krąży w rozmowach rodziców, w poradnikach, a czasem nawet w szkolnych gabinetach. Warto więc raz na zawsze go rozbroić — zwłaszcza jeśli na jego podstawie dorośli zaczynają dzielić dzieci na „ścisłe” i „humanistyczne”.
Skąd w ogóle wziął się ten mit?
Wszystko zaczęło się w 1973 roku. Magazyn „New York Times” opublikował wtedy artykuł poświęcony badaniom noblisty Rogera W. Sperry’ego nad pacjentami z przeciętym spoidłem wielkim — pasmem łączącym obie półkule mózgu. Dziennikarze streścili te skomplikowane wyniki w chwytliwym haśle: „Jesteśmy prawo- albo lewopółkulowi”.
Zgodnie z tą popularną wersją prawa strona mózgu miała być kreatywna i artystyczna, lewa — logiczna i analityczna, a każdy z nas miałby naturalną skłonność do faworyzowania jednej z nich. Brzmiało to atrakcyjnie i łatwo wpadało w ucho. Koncepcja błyskawicznie weszła do kanonu „wiedzy powszechnej”.
Był z nią tylko jeden problem: była błędna.
Co mówi nauka
Dziesiątki badań przeprowadzonych w kolejnych dekadach dosłownie rozbiły ten mit w puch. Owszem — pewne fragmenty lewej półkuli są ściśle powiązane z językiem mówionym i zadaniami matematycznymi, takimi jak liczenie czy pamiętanie tabliczki mnożenia. Ale to zupełnie co innego niż twierdzenie, że istnieją „prawopółkulowi” ludzie bardziej kreatywni oraz „lewopółkulowi” bardziej logiczni.
Ostatecznie koncepcję tę pogrzebało badanie z 2013 roku przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Utah. Przeanalizowali oni skany rezonansu magnetycznego (MRI) ponad tysiąca osób w wieku od 7 do 29 lat, szukając dowodów na to, że część ludzi korzysta w większym stopniu z lewej półkuli, a część z prawej. Nie znaleźli ich. Jak podsumowali badacze, uzyskane dane nie pokrywały się z żadnym indywidualnym „lewopółkulowym” ani „prawopółkulowym” profilem całego mózgu.
Innymi słowy: pasjonaci matematyki i programiści używają obu półkul po równo — tak samo jak malarze i poeci.
Jak naprawdę rodzi się kreatywność
Skoro nie chodzi o jedną półkulę, to o co? O współpracę całego mózgu.
Zasadniczą rolę w twórczości odgrywają płaty czołowe — najbardziej zaawansowana część mózgu, która zapewnia nam porządek, motywację i celowość działania niedostępne dla innych zwierząt. Ale nie działają w pojedynkę. Co ciekawe, nawet móżdżek — struktura kojarzona dawniej wyłącznie z koordynacją precyzyjnych ruchów mięśni — bierze udział w twórczym rozwiązywaniu problemów. Dziś wiemy, że koordynuje kreatywne myślenie w równym stopniu, co ruchy gimnastyczki.
Aby kreatywność mogła rozkwitnąć, musi się zaangażować cały mózg, współpracując harmonijnie i synchronicznie — jak orkiestra symfoniczna albo zgrany zespół. Twórczy ogień nie wznieca się w jednym punkcie, lecz bierze się ze wszystkich punktów mózgu połączonych w jedną ogromną sieć.
Skąd to wiemy? Dzięki funkcjonalnemu rezonansowi magnetycznemu (fMRI), który pozwala nagrywać trójwymiarowy „film” pracującego mózgu, zamiast ograniczać się do nieruchomych zdjęć. Neurobiolodzy potrafią dziś sprawdzić, czy aktywność jednego neuronu w jednym miejscu jest zsynchronizowana z aktywnością innego neuronu w zupełnie innym miejscu — dla dziesiątek tysięcy komórek jednocześnie. To trochę tak, jakby obserwować, czy świetliki w ogrodzie błyskają zgodnie, czy przypadkowo. Kreatywność wymaga, by komórki mózgowe „zapalały się” w sposób skoordynowany.
Twórczy potencjał drzemie w każdym
Najbardziej budująca część tej historii jest taka: każdy z nas nosi w sobie głębokie źródło twórczej mocy, które czeka tylko, aż po nie sięgniemy.
Neurochirurg Rahul Jandial, autor książki Jak otworzyłem mózg, opisuje zaskakujące przypadki. U niektórych pacjentów z chorobą Alzheimera — oprócz powszechnie znanej utraty pamięci — ujawniają się nieznane im wcześniej zdolności artystyczne, najczęściej w postaci rysowania lub malowania. To zjawisko dobrze opisane w literaturze medycznej i temat przewodni znakomitego filmu dokumentalnego I Remember Better When I Paint („Mam lepszą pamięć, gdy maluję”). Podobnie „uśpieni” sawanci nagle zaczynali przejawiać szczególne zdolności muzyczne czy matematyczne — po wypadku drogowym, a w jednym przypadku nawet po rażeniu piorunem.
Te skrajne przykłady dowodzą jednego: twórczy potencjał drzemie w nas wszystkich. Nie jest przywilejem „typów artystycznych”. Jest wyposażeniem każdego ludzkiego mózgu.
Co to znaczy dla Twojego dziecka
Jeśli twórczość i logika nie mieszkają w osobnych szufladkach mózgu, to nie ma sensu wciskać do nich dzieci.
Dziecko, które świetnie liczy, nie jest przez to „mniej kreatywne”. Dziecko, które godzinami rysuje, nie jest „nieścisłe”. Myślenie badawcze i ekspresja artystyczna nie są przeciwieństwami — wzmacniają się nawzajem. Ciekawość, która każe dziecku pytać „dlaczego niebo jest niebieskie?”, to ta sama ciekawość, która każe mu chwycić kredki i namalować własne niebo.
Dlatego w Baby City nie dzielimy dzieci na „ścisłe” i „humanistyczne”. Rozwijamy całe dziecko — poznawczo, językowo, artystycznie i emocjonalnie. To jeden z fundamentów naszego autorskiego programu Baby City Early Learning Program Curiocity™, w którym nauka, sztuka, język i emocje nie konkurują ze sobą, lecz grają razem — jak ta mózgowa orkiestra.
Bo dobra edukacja nie zamyka dziecka w jednej szufladce. Otwiera przed nim wszystkie drzwi.
A czym dla Ciebie jest dobra edukacja dla Twojego dziecka? Chętnie porozmawiamy — napisz do nas albo zostaw komentarz.
Inspiracja i źródło danych: Rahul Jandial, „Jak otworzyłem mózg”, rozdział „Rozwiń swoją kreatywność”.











